Eden School of English jest jedną z wielu dublińskich językowych szkół dla Irlandczyków i obcokrajowców. To nic nadzwyczajnego, że mieszkaniec Zielonej Wyspy chce się nauczyć np. francuskiego -wszak wakacje na Riwierze powoli przestają być niedostępnym luksusem. Jest też w Dublinie bardzo dużo szkół języka angielskiego wyłącznie dla Polaków - tych, którzy przyjeżdżają do pracy bez znajomości choćby podstaw angielskiego (a to wcale nie rzadkość: niemal połowa spraw trafiających do irlandzkich sądów pracy zasadza się na złym lub wręcz żadnym przeczytaniu umowy, dogadaniu się z pracodawcą itp.). Ale szkoła polskiego dla Irlandczyków? Tego jeszcze nie było! - A być powinno. Na to przecież wskazuje logika, skoro jest nas tutaj - legalnie przebywających - 350 tysięcy, a na czarno pracuje znacznie więcej - komentuje Łukasz Rynkowski z “Polskiej Gazety”. Chęć porozumienia się z polskim barmanem albo pomocą domową w ich ojczystym języku powinna być naturalnym odruchem. A nie była. Tak więc sporo Polaków nie znało angielskiego, Irlandczycy nie znali polskiego - a jednak jakoś się dogadywali. I owo “jakoś” wystarczało. Do czasu. Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy strategicznym partnerem banku BZ WBK stał się irlandzki bank AIB. Z początku między obiema instytucjami jakoś się tam układało - korespondencja słana była po angielsku, a kontakty utrzymywali ze sobą menedżerowie najwyższego szczebla. Oczywiście po angielsku. - Z czasem jednak, jak opowiadają moi obecni uczniowie, ten oficjalny angielski zaczął bardzo przeszkadzać. Pracownicy irlandzkiego banku, dzwoniąc do polskich kolegów, coraz częściej czuli potrzebę pogadania z nimi po polsku. Albo przynajmniej zamienienia z nimi kilku słów. I tak się zaczęło - opowiada Alina Małek. Do szkoły, w której pracowała, zaczęli wydzwaniać pracownicy AIB z pytaniem, czy mogą nauczyć się tam polskiego. Choćby podstaw. Bo głupio dogadywać się z nowym kolegą wyłącznie po angielsku. I niegrzecznie. Dzwoniono głównie do sekretariatu. Choć szkoły języka polskiego szukano wówczas po całym Dublinie, tylko Alina zareagowała na potrzebę rynku. Poszła do szefa i powiedziała: “Ja ich będę uczyć”. To było jakieś dwa lata temu. Stworzyła najpierw podstawowy kurs języka polskiego - zapisało się kilka osób. Chyba z osiem. Ale z każdym semestrem przybywało jej uczniów. Teraz - jako jedyna Polka w Dublinie -prowadzi kursy polskiego dla Irlandczyków. Zresztą coraz częściej zapisują się na lekcje i inne nacje.

Leave a Reply